• Anasayfa
  • HAKKIMIZDA
  • DERGİLERİMİZ
  • SERBEST KÜRSÜ
  • KİTAP
  • RESİM
  • Yazarlarımız
Seb-i Yelda
  • Anasayfa
  • HAKKIMIZDA
  • DERGİLERİMİZ
  • SERBEST KÜRSÜ
  • KİTAP
  • RESİM
  • Yazarlarımız
No Result
View All Result
  • Anasayfa
  • HAKKIMIZDA
  • DERGİLERİMİZ
  • SERBEST KÜRSÜ
  • KİTAP
  • RESİM
  • Yazarlarımız
No Result
View All Result
Seb-i Yelda
No Result
View All Result
ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

Temmuz 27, 2026
in Polonya
Reading Time: 9 mins read
0

ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

RUHE

Gdzie i kiedy człowiek może pozostać sobą? Czy poczucie przynależności jest związane z ziemią, po której stąpamy, czy raczej z niewidzialnym domem, który nosimy w sobie? Nie wiem. Wiem jedynie, że swoje „ja” utraciłam bardzo dawno temu – albo wmówiono mi, że je utraciłam.

Wszystko zaczęło się, gdy miałam zaledwie siedem lat. Wiatr rzucił mnie na chłodne, a zarazem w przedziwny sposób rozgrzewające serce ulice Norwegii. Najpierw zagubienie w języku, którego nie znałam, później powrót do ojczyzny, a następnie świadomość, że spokoju odnalezionego na dalekiej Północy nie zaznam już nigdzie indziej. Miałam wrażenie, jakbym pierwsze warstwy własnej tożsamości pozostawiła pośród obcych, skutej śniegiem krajobrazów. W prestiżowej szkole, siedząc przy jednym stole z dziećmi, których języka nie rozumiałam, uczyłam się przede wszystkim człowieczeństwa. Spodziewałam się wykluczenia, tymczasem zostałam otoczona życzliwością i troską. Właśnie wtedy, gdy po raz pierwszy pomyślałam: „To jest moje miejsce. Tutaj potrafię żyć”, kiedy język norweski stał się integralną częścią mojego świata, wiatr zawiał ponownie – tym razem gwałtownie i bez litości.

Po serii wydarzeń zapoczątkowanych bezpodstawnym oskarżeniem nasze drogi zaprowadziły nas do Niemiec. W tej nowej rzeczywistości nie zimne powietrze było najbardziej dotkliwe, lecz nieprzenikniony chłód malujący się na twarzach ludzi. Przejście od serdecznych powitań do ulic, na których nawet zwykłe „dzień dobry” pozostawało bez odpowiedzi, okazało się pierwszym krokiem na drodze wewnętrznego wygnania. Nowy język, nowe wysiłki, nowe próby odnalezienia się wśród rówieśników. Ostatecznie udało mi się ich dogonić, lecz głęboki smutek, który nosiłam w sobie, nie ustępował. Czy była to tęsknota za Norwegią, którą pozostawiłam za sobą, czy może rozpaczliwe poszukiwanie samej siebie, coraz bardziej zagubionej na kolejnych etapach życia? Wówczas jeszcze nie znałam odpowiedzi.

Z biegiem lat oswoiłam się również z tą nową rzeczywistością. Patrzyłam na świat oczami trzynastoletniej dziewczynki, a inni zaczęli określać mnie popularnym, choć bolesnym mianem „Almanki” – dziecka wychowanego w Niemczech. Nigdy nie potrafiłam zaakceptować tego określenia. Wydawało mi się sztuczną łatą przyklejoną do mojej tożsamości, etykietą, która nie oddawała tego, kim naprawdę byłam.

Po latach pełnych zmęczenia wyruszyliśmy w krótką podróż do kraju, który nazywaliśmy ojczyzną – do miejsca, gdzie miały znajdować się nasze korzenie. A przynajmniej tak nam się wydawało. Kalendarz wskazywał czerwiec 2016 roku, spowity niepewnością i ciężarem wydarzeń, których nikt z nas nie potrafił przewidzieć. Towarzyszyła nam tęsknota nagromadzona przez lata, rodzinne uściski i radość ponownego spotkania. Mimo to w moim wnętrzu nieustannie pozostawało poczucie braku. Wiedziałam bowiem, że najważniejszą część swojej tożsamości zbudowałam na emigracji, a świat, do którego naprawdę należałam, znajdował się daleko poza granicami kraju, do którego właśnie przyjechaliśmy.

Kiedy dni naszego pobytu zaczęły szybko przemijać i do planowanego wyjazdu pozostawało zaledwie sześć dni, rzeczywistość nagle runęła. Ojczyzna, która miała być jedynie przystankiem, w jednej chwili zamieniła się w ogromny labirynt bez wyjścia. Nie pozwolono nam opuścić kraju. Moi przyjaciele, mój pokój, wspomnienia i wszystkie rzeczy, które tworzyły moje codzienne życie, pozostały po tamtej stronie granicy. A ja? Ja również zostałam tam – tutaj znalazł się jedynie mój cień.

Jesień tamtego roku była najbardziej ponurą porą roku, jaką kiedykolwiek przeżyłam. Czy można czuć się obcym we własnym domu, we własnej ojczyźnie? Okazuje się, że można. Ledwie zdążyłam oswoić się z jednym językiem, a oczekiwano ode mnie, że bez trudu odnajdę się w tureckim systemie edukacji i całkowicie odmiennej rzeczywistości społecznej. Nie chciałam. Jednak człowiek potrafi przywyknąć do rzeczy, które wcześniej wydawały mu się niemożliwe. Ja również się przyzwyczaiłam. Lecz z każdym kolejnym dniem miałam wrażenie, że pozostawiam za sobą kolejne fragmenty samej siebie.

Szukałam siebie – gdzieś pomiędzy wczoraj, dzisiaj i jutrem. Pewnego październikowego poranka obudziliśmy się, a naszego domu już nie było. Nie było także samochodu. Życie dosłownie zmieściło nas w jednym „pokoju gościnnym”. Przez długi czas to prowizoryczne pomieszczenie w domu naszych krewnych stało się schronieniem dla całej rodziny. Nie miałam własnego pokoju. Właśnie tam, wśród czterech ścian tego tymczasowego miejsca, po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, czym są wykorzenienie i brak własnego miejsca na świecie.

Pewnego dnia mój ojciec zostawił w tym pokoju moją matkę, mojego zaledwie dwudziestopięciodniowego braciszka, starszego brata i mnie, po czym został nam odebrany. Kiedy go zabierano, usłyszeliśmy tylko:

„Nie martwcie się. Wróci za tydzień.”

Dopiero wiele lat później zrozumiałam, że „tydzień” z dziecięcego słownika potrafi w świecie dorosłych oznaczać całe lata.

W ciągu tych dwóch lat spędzonych w kolejnych pokojach gościnnych dorastało nie tylko moje ciało, lecz przede wszystkim moja dusza. Trudności, nieustanne zmagania, stres związany z egzaminami, łzy i rozczarowania stały się codziennością. A jednak pośród całego tego chaosu nie dostrzegałam jeszcze, że najbardziej ze wszystkiego gubię samą siebie.

W końcu ojciec wrócił. Jednak ani my nie byliśmy już dziećmi, które zostawił, ani on nie był tym samym człowiekiem. Człowiek, którego uważałam za niezłomnego niczym góra, został złamany przez lata spędzone za więziennymi murami. Widziałam, jak ciężar tamtych doświadczeń przygarbił go zarówno fizycznie, jak i duchowo.

Czas ukształtował nas na nowo i zmusił do zbudowania kolejnego domu. Właśnie wtedy, gdy pomyślałam: „Wreszcie wszystko się ustabilizowało. Jestem licealistką, życie zaczyna wracać do normalności”, pewnej nocy ojciec pożegnał się z nami po raz ostatni. Do Niemiec – kraju, do którego niegdyś wyjechał jako pracownik – tym razem wracał już jako uchodźca. Gdy wydawało się, że los nie zdoła nas ponownie rozdzielić, życie postanowiło odebrać nam kolejne lata.

Po jego wyjeździe rozpoczął się dwuletni okres niekończącego się oczekiwania na wizy. Nasze życie ponownie zostało zamknięte w niewielkim pokoju – tym razem w domu mojej babci. Powolny rytm życia starszych ludzi zderzał się z naszym nieustannym pośpiechem i niepewnością. Mimo wszystko byliśmy razem. Sam oddech drugiego człowieka, sama jego obecność, dawały poczucie bezpieczeństwa.

Z czasem jednak nożyce losu przecięły nasze życie raz jeszcze. Rozpoczynając dziesiątą klasę, wyjechałam do Izmiru, aby kontynuować naukę. Znów zostaliśmy rozdzieleni – z dala od matki, rodzeństwa i domu.

Kim właściwie byłam?

Nie chodziło już nawet o możliwość pozostania sobą. Nie istniała już żadna pełna całość, którą mogłabym nazwać „sobą” i której mogłabym bronić. Jak człowiek ma zachować własną tożsamość, jeśli przypomina puzzle, których elementy zostały rozrzucone po różnych miastach?

Nie znałam odpowiedzi na to pytanie.

Śmierć mojego dziadka odebrała nam ostatni cień bezpieczeństwa. Zostaliśmy zupełnie sami. W chwili, gdy wydawało nam się, że wszystkie drogi zostały zamknięte i nie istnieje już żadne wyjście, otrzymaliśmy dokumenty wizowe. Dwa miesiące później ponownie znaleźliśmy się na chłodnych ulicach Niemiec.

Dopiero wtedy rozpoczęła się prawdziwa walka. Minęły lata, odkąd ponownie znaleźliśmy się w Niemczech, lecz miałam wrażenie, jakbym zaczynała wszystko od początku. Język niemiecki, którego kiedyś uczyłam się z konieczności, niemal całkowicie zatarł się w mojej pamięci. Mój umysł przypominał pokój pogrążony w chaosie, w którym słowa mieszały się ze sobą, tracąc swoje znaczenie. Musiałam od nowa nauczyć się języka, od nowa zbudować codzienność i po raz kolejny stworzyć dla siebie miejsce, które mogłabym nazwać domem.

Po dwóch czy trzech miesiącach po raz pierwszy od wielu lat mogliśmy powiedzieć, że mamy coś własnego. Własne ściany. Własne meble. Własny stół, przy którym mogliśmy usiąść razem. W ciszy, bez zbędnych słów, złożyliśmy sobie obietnicę: już nigdy więcej nie pozwolimy, aby życie rozproszyło naszą rodzinę.

Kiedy ukończyłam szkołę średnią i nadszedł czas wyboru studiów, nosiłam w sobie jedno pragnienie – zrozumieć człowieka. Marzyłam o prawie, dziennikarstwie albo psychologii. Wydawało mi się, że wszystkie doświadczenia, przez które przeszłam, prowadziły właśnie do tego celu. Jednak życie zdążyło już wcześniej napisać dla mnie zupełnie inny scenariusz.

Problemy związane z rekrutacją na studia w Turcji wyrosły przede mną niczym mur, którego nie potrafiłam pokonać. Przez pewien czas byłam przekonana, że wszystkie drzwi zostały przede mną zamknięte. Dzisiaj wiem, że właśnie wtedy los, niemal niezauważalnie, skierował moje kroki ku Polsce.

Rok intensywnych przygotowań do egzaminów, dodatkowe lekcje matematyki, kolejne niepowodzenia i rozczarowania wydawały się nie mieć końca. Paradoksalnie to właśnie z tamtego wyczerpania narodził się początek mojego polskiego rozdziału.

W Warszawie, pod niebem, które początkowo było dla mnie równie obce jak wszystkie poprzednie, rozpoczęłam roczny kurs przygotowawczy. Otrzymałam kolejną tożsamość, kolejną rolę do odegrania. Po norweskim, tureckim i niemieckim przyszła kolej na język angielski, w którym miałam studiować i budować swoją przyszłość.

Mój umysł przypominał studnię, do której przez lata wpadały słowa z różnych języków. Czasami sama nie wiedziałam, w którym języku myślę, w którym cierpię, a w którym milczę. Granice między nimi zaczęły się zacierać.

Polska podarowała mi jednak coś znacznie cenniejszego niż kolejny język. Oddała mi atmosferę, za którą tęskniłam od dzieciństwa – poczucie wspólnoty, ciepło bliskości i obecność ludzi, z którymi mogłam dzielić nie tylko codzienność, lecz także własne doświadczenia. Nowe przyjaźnie, nowe konflikty i nowe wyzwania sprawiły, że po raz pierwszy od wielu lat przestałam uciekać przed własnym odbiciem. To właśnie tutaj odważyłam się ponownie zadać sobie pytanie:

Kim jestem?

I czego naprawdę pragnę?

Przyjechałam do tego kraju, aby studiować psychologię i zrozumieć człowieka, jednak życie ponownie zmieniło kierunek mojej drogi. Kiedy kwestie rekrutacyjne w Turcji zamknęły przede mną kolejne możliwości, wydawało mi się, że wszystkie ścieżki zostały już wyczerpane. Dopiero później zrozumiałam, że to, co postrzegałam jako koniec, było w rzeczywistości początkiem.

Warszawa stała się miejscem kolejnego etapu – rocznego przygotowania akademickiego, które miało mnie wprowadzić w nową rzeczywistość. Zmienił się język, zmienił się system, zmieniła się perspektywa. Po norweskim, tureckim i niemieckim przyszła kolej na angielski, który stał się kolejnym narzędziem mojego życia.

Moje myśli zaczęły przypominać wielojęzyczny labirynt. Czasami nie byłam w stanie rozpoznać, w którym języku formułuję własne emocje. Czy cierpienie miało jeszcze jeden, konkretny język? Czy tożsamość mogła istnieć w wielu gramatykach jednocześnie?

Z czasem jednak Pol Studia z zakresu inżynierii komputerowej stały się kolejnym nieoczekiwanym zwrotem w mojej drodze. Gdybym wcześniej zapytała samą siebie, czy kiedykolwiek odnajdę się w świecie liczb, kodu i algorytmów, odpowiedź byłaby przecząca. A jednak właśnie w tej pozornie chłodnej, precyzyjnej rzeczywistości zaczęłam uczyć się porządkowania własnego wewnętrznego chaosu.

Każda linia kodu przypominała mi, że nawet najbardziej złożone systemy opierają się na logicznej strukturze. Stopniowo odkrywałam, że podobnie jest z człowiekiem – również on, mimo emocjonalnego chaosu, posiada ukryty porządek, którego można się nauczyć słuchać.

Życie jednak nigdy nie było dla mnie przestrzenią łatwą ani przewidywalną. Nie zaoferowało mi prostych odpowiedzi ani stabilnych fundamentów. Zamiast tego nauczyło mnie funkcjonować w samym środku nieustannej burzy. W tej burzy nauczyłam się czegoś, czego wcześniej nie rozumiałam: wdzięczności. Nie jako reakcji na spokój, lecz jako świadomej postawy wobec niepewności.

Zrozumiałam, że „bycie sobą” nie oznacza trwania w niezmiennym, sterylnym stanie, w którym wszystko jest uporządkowane i przewidywalne. Nie oznacza też obrony jednej, raz na zawsze ustalonej wersji siebie.

Być sobą to raczej zdolność utrzymania wewnętrznego rdzenia w świecie, który nieustannie się zmienia. To umiejętność pozostania w kontakcie z tym, co autentyczne, nawet wtedy, gdy zmieniają się języki, kraje, twarze i okoliczności.

Dziś rozumiem, że każdy etap mojego życia – Norwegia, Niemcy, Turcja, Polska – nie był utratą, lecz transformacją. Każde miejsce zdejmowało ze mnie kolejne warstwy iluzji, aż w końcu zaczęłam widzieć siebie wyraźniej, choć nigdy w jednym, stałym kształcie.

W 2026 roku siedzę przy oknie w Warszawie. Patrzę na miasto, które stało się kolejnym punktem na mapie mojego życia, i myślę o dziewczynie, którą byłam w 2018 roku – zagubionej, rozbitej, poszukującej własnej tożsamości pomiędzy językami i krajami.

Chciałabym jej powiedzieć jedno:

Nie bój się.

Nie bój się. Każde miejsce, w którym myślisz, że się zgubiłeś, okaże się domem, w którym odnajdziesz siebie na nowo…

 

 

Tags: #POLKSI-HISTORIA#RUHE#RUHE-ŻYCİAKTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE
SendShareTweet
Previous Post

Şeb-i Yelda 21. Sayısı

admin

admin

Benzer Yazılar

ŞEB-İ YELDA DERGİSİ “KENDİN OLMAK – KENDİN KALMAK” DENEME VE RESİM YARIŞMASI ÖDÜL TÖRENİ GERÇEKLEŞTİ!
FAALİYETLER

ŞEB-İ YELDA DERGİSİ “KENDİN OLMAK – KENDİN KALMAK” DENEME VE RESİM YARIŞMASI ÖDÜL TÖRENİ GERÇEKLEŞTİ!

Nisan 27, 2026
DROGA PROWADZĄCA KU ŚMIERCI
Polonya

DROGA PROWADZĄCA KU ŚMIERCI

Şubat 27, 2026
JAN KASPROWİCZ – ÖMER FARUK EREN
ÖMER FARUK EREN

JAN KASPROWİCZ – ÖMER FARUK EREN

Şubat 23, 2026
ŞİİR ÖDÜL TÖRENİ ÇOK GÜZELDİ
Polonya

ŞİİR ÖDÜL TÖRENİ ÇOK GÜZELDİ

Şubat 23, 2026
Władysław Stanisław Reymont – Toprağın Kaleminde Büyüyen Edebiyat
Polonya

Władysław Stanisław Reymont – Toprağın Kaleminde Büyüyen Edebiyat

Nisan 9, 2025
KISA KISA ZBİGNİEV HERBERT
AHMET AYDIN

KISA KISA ZBİGNİEV HERBERT

Ekim 24, 2024

Popüler

  • Trending
  • Comments
  • Latest
KİTAP İNCELEMESİ “BURUN”

KİTAP İNCELEMESİ “BURUN”

Mayıs 15, 2024
İNSAN NEDEN YAZAR ve NASIL YAZMALI?

İNSAN NEDEN YAZAR ve NASIL YAZMALI?

Mart 7, 2024
ŞEB-İ YELDA ŞİİR YARIŞMASI  “KALPTEN KALEME”

ŞEB-İ YELDA ŞİİR YARIŞMASI “KALPTEN KALEME”

Kasım 2, 2025
Sayı 12

Sayı 12

Mayıs 15, 2024
PAYINA NE DÜŞTÜ?

PAYINA NE DÜŞTÜ?

0
AZİZE KATARZYNA

AZİZE KATARZYNA

0
BİR AVUÇ DUA

BİR AVUÇ DUA

0
SAYI 2- AĞUSTOS 2020

SAYI 2- AĞUSTOS 2020

0
ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

Temmuz 27, 2026

Şeb-i Yelda 21. Sayısı

Temmuz 26, 2026
OKUMAK – MERYEM PIRIM

OKUMAK – MERYEM PIRIM

Temmuz 26, 2026
ŞEB-İ YELDA DERGİSİ 21.SAYI HUZURLARINIZDA!

ŞEB-İ YELDA DERGİSİ 21.SAYI HUZURLARINIZDA!

Temmuz 26, 2026

Son Yazılar

ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

ŻYCİA, KTÓRYCH NİE SPOSÓB ZMİEŚCİĆ W WALİZCE

Temmuz 27, 2026

Şeb-i Yelda 21. Sayısı

Temmuz 26, 2026
OKUMAK – MERYEM PIRIM

OKUMAK – MERYEM PIRIM

Temmuz 26, 2026
ŞEB-İ YELDA DERGİSİ 21.SAYI HUZURLARINIZDA!

ŞEB-İ YELDA DERGİSİ 21.SAYI HUZURLARINIZDA!

Temmuz 26, 2026
  • Anasayfa
  • HAKKIMIZDA
  • DERGİLERİMİZ
  • SERBEST KÜRSÜ
  • KİTAP
  • RESİM
  • Yazarlarımız
Mail: sebiyelda2020@gmail.com

© 2024 By Secret

No Result
View All Result
  • Anasayfa
  • HAKKIMIZDA
  • DERGİLERİMİZ
  • SERBEST KÜRSÜ
  • KİTAP
  • RESİM
  • Yazarlarımız

© 2024 By Secret

Bu web sitesi çerezleri kullanır. Bu web sitesini kullanmaya devam ederek çerezlerin kullanılmasına izin vermiş oluyorsunuz. Ziyaret edin Privacy and Cookie Policy.